Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

III Konkurs Literacki im. Ireny Zielińskiej. I miejsce – Maria Knecht SP nr 1 w Suchedniowie

 „Gdybym miał fortunę…” – opowiadanie

        Pewnego razu siedziałam w swoim pokoju i czytałam książkę. Opowiadała ona o tym, jak dzieci z domu sierot znalazły dużo pieniędzy na ulicy. Od tamtej pory były szczęśliwe. Wtedy zaczęłam marzyć, co bym zrobiła, gdybym wygrała dużą sumę pieniędzy. Odpłynęłam do krainy marzeń…

         Wyobraziłam sobie, że jestem jednym z tych biednych dzieci, tak niepewnych swojego losu. Nagle ujrzałam na chodniku starszą panią, która złapała mnie za rękę i odciągnęła od grupy. Później zniknęła, a ja nie wiedziałam, którędy wrócić. Miałam jednak szczęście – jakiś mężczyzna podszedł do mnie i zapytał, co się stało i czemu tak rzewnie płaczę. Odpowiedziałam, że się zgubiłam i nie wiem, jak wrócić do domu sierot. Jego odpowiedź mnie zaskoczyła. - Nie wracaj tam. Ja wezmę cię do siebie- powiedział. Od tej pory stałam się „dzieckiem” tego, jakże miłego człowieka. Tak było do momentu, kiedy skończyłam osiemnaście lat i zaczęłam sama odpowiadać za swoje życie. Postanowiłam, że nie będę ciągle żyła na cudzy koszt i postanowiłam odejść. Kiedy wychodziłam już z domu, ten człowiek zatrzymał mnie i wcisnął mi do kieszeni spodni jakąś kartkę i kopertę. Byłam bardzo ciekawa, co to jest, ale stwierdziłam, że to nie będzie w porządku, jeśli zacznę sprawdzać i czytać to, co jest tam napisane w obecności kogoś, kto mi to wręczył. Pożegnałam się więc z nim ciepło i poszłam na przystanek. Byłam w Zakopanem, a miałam jechać do Gdańska. Czekała mnie długa droga na peron,  a z peronu aż do Gdańska. Nie miałam jednak wyjścia, bo moim zdaniem, tylko w tamtym miejscu mogłam coś osiągnąć. Kiedy jechałam już pociągiem, przypomniałam sobie o dwóch  kartkach od mojego „ojca”. Przeczytałam list. Było tam napisane, że ten pan bardzo mnie kocha i, że chciał mi dać los na loterię. Napisał też, że jeśli coś wygram, mam mu o tym niezwłocznie napisać. Drugą kartką był los. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ile szczęścia może mi on przynieść…

        Minął już tydzień mojego pobytu w Gdańsku. Nie byłam pewna, co mam zrobić z tajemniczym losem, ale w końcu zdobyłam się na odwagę, aby wrzucić go do skrzynki. Kiedy to zrobiłam, udałam się na spacer po mieście. Po tygodniu przyszła do mnie odpowiedź, że wygrałam dziesięć tysięcy złotych ! Byłam przeszczęśliwa. Postanowiłam, że spakuję się i wyjadę do miejsca, gdzie zawsze chciałam pojechać – do Peru!

        W tym kraju dostałam ogromną działkę, tylko do mojej dyspozycji. Zaczęłam budowę domu, oczywiście nie sama, ale z ludźmi, którzy zgodzili się mi pomóc. Ten dom nie był bardzo duży, był po prostu taki, żebym mogła zapraszać tam wielu gości. Później zastanawiałam się, co zrobić dalej. Wpadłam na pomysł, aby zrobić schronisko dla zwierząt. Był to bardzo ambitny plan, ale na miarę moich możliwości i oczywiście wykonalny. Już dwa dni po otwarciu mojego nowego domu miałam wielu lokatorów.

        Miałam jednak jeszcze jeden problem – zostało mi  dużo miejsca na działce. Pomyślałam, że zbuduję tu jeszcze stadninę. Był to plan bardziej kosztowny, niż budowa domu i schroniska razem wziętych, ale mnie było na to stać. Stadnina zbudowana została w kwietniu, a w maju musiałam zatrudnić już pięciu nowych instruktorów. Mimo tego, że stadnina zajmowała bardzo dużo miejsca, na działce wciąż było jeszcze sporo przestrzeni. Postanowiłam, że zrobię sobie jeszcze ogromny ogród z fontanną, jeziorkami, huśtawkami i ogromnym labiryntem. To też mi się udało ! Wymyśliłam, że zbuduję jeszcze fokarium. Lubię pomagać zwierzętom. Na świecie jest mało fok i chcę  im pomóc przeżyć. Z pomocą wielu, wielu ludzi udało mi się tego dokonać.

        Kilka lat później przeglądałam stare papiery. Były tam różne faktury, rachunki i oświadczenia. Wśród tych wszystkich staroci znalazłam stary list od mojego „taty”. Przypomniało mi się, że miałam do niego napisać. Stwierdziłam jednak, że lepiej będzie, gdy go odwiedzę. Kiedy dotarłam na miejsce, doszła mnie smutna wiadomość – mój dobroczyńca zmarł, a ja nie zdążyłam nawet mu powiedzieć, co udało mi się osiągnąć. Bardzo tego żałowałam.

        Tak skończyły się moje marzenia. Doszłam do wniosku, że byłam bardzo egoistyczną osobą. Wyciągnęłam też wnioski: nie trzeba wiele mieć, aby być szczęśliwym, trzeba szanować tych, którzy oddają nam serce, abyśmy my byli szczęśliwi.

Galeria



Przejdź do góry